Kiedy subiektywne jest obiektywne
» » Kiedy subiektywne jest obiektywne

Kiedy subiektywne jest obiektywne

Opublikowane w Inspiracje, Praca/biznes | 0
Od pewnego czasu „czytam” książki
podczas spacerów. Dzieje się to tak, że włączam w telefonie czytanie na głos
ebooków. Głos jest nieco mechaniczny, jeśli to nie audiobook w pełnej postaci,
ale może być. Właśnie w ten sposób czytam fenomenalną książkę: „Ekonomia dobra
i zła”. Ukazała się jakiś czas temu, ale sięgnąłem do niej całkiem niedawno.
Żałuję, że dopiero teraz, choć mam ją już od naprawdę dawna. O tej książce
znajdziecie mnóstwo informacji w necie, zrobiono na jej podstawie także sztukę teatralną, co jest rodzajem ewenementu. Jej sprzedaż jest wyższa niż „Kodu da
Vinci”. Możecie obejrzeć kilka filmów, w tym zamieszczone tutaj wystąpienie na
Ted w Grecji. Idę sobie po lesie i mam niezwykłą przyjemność słuchać podróży po
całej historii myśli ludzkiej, począwszy od eposu o Gilgameszu. Jedna z tysiąca
refleksji, jaka mnie nachodzi podczas lektury, to przekonanie, że historia
ludzkości, to historia kolejnych założeń na własny temat i na temat
otaczającego świata, jakie przyjmujemy za prawdziwe. Dokładnie tak: jakie
przyjmujemy za prawdziwe, a nie jakie są prawdziwe. Tak, więc historia naszego
gatunku to historia opowieści opisujących naszą rzeczywistość, przez co po
prostu konstruowania tej rzeczywistości. W tym jest bardzo podobna do książki
Laloux, który też opisuje różne założenia, jakie przyjmujemy, a następnie traktujemy
je jako prawdziwe. W tym sensie, nie tyle „odkrywamy” np. grawitację, ile ją „wymyślamy”. Jeśli ta książka i autor Cię interesują zajrzyj koniecznie jeszcze tutaj, ale przygotuj się na godzinne oglądanie i niezbyt przyjazne tłumaczenie. 
Stosunkowo łatwo tę obserwację
zastosować do „ludzkości” w ogóle, zwłaszcza, że pomagają nam w tym wybitne
umysły. Trudniej do samego siebie. Jak bowiem odkryć swoje własne, ulubione,
wypracowane, często z trudem, założenia, co do tego, kim jesteśmy, jaki sens ma
praca, czy szerzej – życie. Odkrycie własnych założeń, które najczęściej są
założeniami jakoś wdrukowanymi przez społeczeństwo chętnie nazywam „rewolucją
postkonwencjonalną”. Wedle badań szansę odkrycia „subiektywności w obiektywności”
ma od 17 do ponad 30% ludzi. Dużo i mało. Jedną z rzeczy jaka wówczas zachodzi
to radykalna zmiana rozumienia słowa „rozwój”.
Rozwój zwykle jest opleciony
wokół robienia czegoś lepiej, szybciej, bardziej efektywnie. Rozwój zawodowy z
reguły związany jest ze sprawniejszą realizacją z celów zawodowych. Oczywiście
najpierw trzeba te cele odkryć, wzmocnić własną motywację, energię i jak
najszybciej zmierzać do tego, świeżo odkrytego celu. Mniej więcej taką
filozofię ma większość kursów rozwojowych. Choćby coaching, który jest w
gruncie rzeczy tyranią osiągania celów zawodowych. Oferta kursów rozwojowych
jest zresztą bardzo bogata. Przy czym wszystkie albo leczą jakieś niedostatki
(poczucie własnej wartości, brak pewności siebie, słabsze rozmaite kompetencje,
zakłócona równowaga życie zawodowe/prywatne), albo uczą odnajdywać cele (swoją
misję życiową, cele działu, firmy), albo szukają motywacji i energii do
realizacji tych celów (planowanie, automotywacja) czy tym podobne. Wszystko to
jednak kręci wokół założenia, że w rozwoju chodzi o realizację celów, choćby
jeszcze nieznanych i nieuświadomionych.
Jeśli jednak należysz do
wspomnianych 17 lub 20 paru procent. Wówczas być może w miejsce rozwoju włożysz
inne słowo: transformacja. Jeśli przyjmiesz to założenie, że rozwój to
transformacja, wówczas otworzy się przed nami całkiem inny świat. Jeśli
zobaczysz swoje życie, jako cykl transformacji samego siebie, wtedy realizacja
celów jakoś zblednie, pojawi się także inna motywacja, inny horyzont czasowy.
Transformacja, bowiem, to:
  • Odkrywanie, tego, co się dzieje, a nie realizowanie celów, które wymyślimy,
  • Rozumienie, a nie samodoskonalenie,
  • Całe życie, a nie tylko kariera zawodowa, czy najbliższy rok,
  • Cały „ja”, a nie tylko pracownik, mąż czy partner,
  • Zabawa, a nie ciężka harówa,
  • Dystans do siebie, a nie praca nad sobą.

Polecam zatem transformację
osobistą. Nawet Maslow w swojej teorii ujął jeszcze jedną potrzebę, którą pop
psychologia wymyła: Self Transcendencję. Czyli potrzebę transformacji samego
siebie. Żeby było jasne: znajduje się wyżej niż potrzeba Samorealizacji. 
J

Zostaw Komentarz